szopa kulturalna

Książki

Bunt manekinów - Jan Homa

 

bunt-manekinow-homa.jpg

“Zarówno w muzyce, jak i w literaturze istnieje narracja, melodia, rytm”. Skrzypek, pisarz, drugi koncertmistrz Filharmonii Południowoholenderskiej w Eindhoven – Jan Homa mówi o związkach pomiędzy muzyką a literaturą oraz o swej najnowszej powieści science-fiction “Bunt manekinów”.

Dziedzinami artystycznej aktywności Jana Homy są muzyka i literatura. Szczególnie drugi obszar w ostatnich latach stanowi przedmiot jego prozatorskich poszukiwań. I trzeba przyznać, że z bardzo interesującym efektem. Wystarczy przypomnieć dwie książki muzyczno-kryminalne - “Altowiolistę” i “Ostatni koncert”, czy powieść metafizyczną “Kręgi albo kolejność zdarzeń”.

Na pytanie, co skłoniło Jana Homę do wyjazdu z kraju, wyjaśnia, że zawód muzyka pozwala zaspokajać ciekawość świata. - Egzaminy do orkiestr były w Europie otwarte na długo przed oficjalnym zniesieniem granic. I tak, któregoś razu postanowiłem spróbować swoich sił w konkursie na miejsce skrzypka w Królewskiej Filharmonii Flandryjskiej w Antwerpii. Jeszcze potem zdobyłem pozycję drugiego koncertmistrza Filharmonii Południowoholenderskiej. Tym sposobem moje życie zawodowe ułożyło się poza granicami kraju, ale nie w oderwaniu od niego. W Polsce bywam często, z uwagą śledzę krajowe wydarzenia, staram się być aktywnym uczestnikiem życia kulturalnego, z upodobaniem odwiedzam teatry i sale koncertowe, wiem co się wydaje i czyta - wyjaśnia.

Jan Homa literaturą interesował się od zawsze. - W okresie szkoły i studiów pisywałem to i owo, ale w młodości wiele osób podejmuje literackie próby. Są to przeważnie zapiski pamiętnikarskie, które kończą się wraz z okresem dojrzewania. Jednak dorosłe pisanie powinno wychodzić poza zakres własnych przeżyć. Pisanie kreacyjne pociągało mnie już wtedy, lecz niezwykle intensywny proces edukacji muzycznej - a muzyka, konkretnie skrzypce, były moim pierwszym wyborem - nie pozostawiało wiele przestrzeni do innej działalności - wspomina. - Po skończeniu studiów sytuacja niewiele się zmieniła. Regularna praca nad techniką instrumentalną, kondycją i formą jest porównywalna z treningiem sportowców wyczynowych, z tym, że sportowcy najczęściej kończą karierę w kwiecie wieku; muzyk musi ją dowieźć aż do emerytury. To chyba największy paradoks muzyki: niematerialna sztuka wymaga jak najbardziej materialnego warsztatu, ciężkiej fizycznej pracy, której właściwie nie ma końca. W dodatku któregoś dnia uświadamiamy sobie, że w sensie możliwości zawodowych doszliśmy do ściany. Ta konkluzja obudziła uśpioną we mnie potrzebę pisania. „Granie jest rozrzutnością, którą popełniasz całe życie” - słyszałem. „Pisanie jest utrwalaniem.”

Interesujące są spostrzeżenia Jana Homy na temat związków łączących muzykę ze słowami. - Muzyka jest sztuką abstrakcyjną, oddziałującą na sferę emocji. Literatura, a przynajmniej epika próbuje do tej sfery dotrzeć od strony opisu. Ale już poezja lub proza poetycka używa techniki asocjacyjnej, charakterystycznej dla muzyki: tak, jak poprzez kombinację dźwięków kompozytor doprowadza nas do określonego nastroju, tak też czyni poeta poprzez „akord” użytych słów - wyjaśnia. - W sensie szerszym, zarówno w muzyce, jak i w literaturze istnieje narracja, melodia, rytm. Słowo jest wysublimowaną formą dźwięku. A przecież „na początku było słowo”. Zatem słowo i dźwięk wywodzą się ze wspólnej przestrzeni - z nieskończoności.

Bardzo ciekawie też Jan Homa konstruuje obecność muzyki w swojej twórczości. - W „Altowioliście” i „Ostatnim koncercie” piszę o muzyce wprost. Tytułowy bohater jest muzykiem. W „Altowioliście” charakteryzuję wszystkie instrumenty orkiestry symfonicznej, przypatruję się specyfice pracy zespołowej i roli dyrygenta, omawiam w największym skrócie dziewięć symfonii Beethovena, próbuję odmalować panteon najwybitniejszych kompozytorów - opowiada. – Powieść „Ostatni koncert” niczym klasyczny koncert instrumentalny składa się z trzech części, a każda z nich określona jest włoskim terminem tempa i charakteru. Przybliżam w niej czytelnikom pojęcie kwartetu smyczkowego, piszę o poemacie symfonicznym, daję skondensowaną historię muzyki polskiej. A wszystko to - nie zapomnijmy - w oparach kryminalno-sensacyjnej akcji. W trzeciej, już napisanej, części „Altowiolisty”, w tle będzie grał jazz. Zaś w kolejnej… Ale nie uprzedzajmy faktów.

Z kolei „Kręgi albo kolejność zdarzeń” to proza, która niczym muzyka próbuje docierać do głębszych warstw czytelniczej świadomości. Zdarzało mi się czytać jej fragmenty na głos, aby przekonać się, czy uzyskały już wystarczająco melodyjne brzmienie. Również w innych moich książkach, napisanych, ale jeszcze nie opublikowanych, muzyka spełnia określoną rolę. W jednej z nich pewien instrument jest wręcz konstrukcyjną osią całości. Pojawia się też swoista korespondencja z utworem znanym z prozy Prousta jako “Sonata Vinteuil’a”. Ale nie chcę mówić za dużo o czymś, czego czytelnicy nie mogą na razie zweryfikować.

A jaka jest muzyka w najnowszej powieści Jana Homy? - W „Buncie manekinów” pojawia się rock; główny bohater jest zresztą rockmanem. Do dźwiękowego zilustrowania opisywanej w książce rzeczywistości potrzebowałem czegoś surowego raczej niż wysublimowanego. Zresztą i język książki jest chropawy, brzmi niczym głos rockmana pozbawionego złudzeń. – Interesujące jest przesłanie antyutopijnego „Buntu manekinów”. - Proszę nie oczekiwać ode mnie łatwych odpowiedzi. Nie mam zamiaru wyręczać czytelników w interpretacyjnym trudzie lub pozbawiać ich interpretacyjnej przyjemności – wyjaśnia artysta. - Pisać można z różnych powodów: ku rozrywce, ku zaspokojeniu intelektualnemu, ku pokrzepieniu serc, ku przestrodze… George Orwell i Aldous Huxley, autorzy najsłynniejszych antyutopii literackich („Rok 1983” i „Nowy wspaniały świat”) kreślą taki, a nie inny obraz świata przyszłości jako ostrzeżenie. Karel Čapek, twórca „Inwazji jaszczurów” mówił tak: - “Krytyka określiła ją jako powieść utopijną. Bronię się przeciwko temu słowu. To nie utopia - to dzień dzisiejszy. (...) Nic na to nie poradzę, ale literatura, która nie troszczy się o rzeczywistość ani o to, co się naprawdę dzieje ze światem, która nie chce reagować na to z siłą, jaka dana jest słowu i myśli, taka literatura - to nie moja specjalność.”

Jesteśmy świadkami zdarzeń, które jeszcze rok temu uznalibyśmy za niemożliwe. Żyjemy w świecie podziałów, między ludźmi, środowiskami, narodami. Jako gatunek stawiamy się na piedestale, innym gatunkom - a nawet grupom ludzkim - odmawiając podmiotowości. Nasze działania są w dużej mierze nieracjonalne. Doraźne korzyści przesłaniają opłakane konsekwencje. Gdy nastroje się radykalizują, najłatwiej dołączyć do chóru. Ale nic nas nie zwalnia z obowiązku korzystania z „siły, jaka dana jest słowu i myśli”. „Bunt manekinów” - podobnie jak książki Orwella i Huxley’a - został napisany z intencją, aby opisana w nim rzeczywistość nigdy się nie ziściła.

“Bunt manekinów” wart jest większej uwagi, bowiem autor umieszcza akcję w bliskich nam obszarach Polski, także w samej Warszawie. Ciekawie jest przedstawiona ta topografia, zwłaszcza, że postaci poprzez swoje imiona, np. Sawa, są nosicielami wizji przyszłości tego, co się stanie na ziemiach polskich i jak będą one wyglądać. Poza tym Jan Homa już pierwszymi zdaniami wprowadza czytelnika w samo jądro akcji, dzięki czemu ten, bez jakiegokolwiek ociągania i dystansu, podąża za bohaterami. Interesujące jest też słownictwo, którym autor opisuje przyszłość i język, jakim posługują się postaci. Te neologizmy wprost ubiegają się o umieszczenie ich w specjalnym futurystycznym słowniku. No i obecność muzyki. Przepięknie i poetycko wkomponowana w fabułę.

O rzeczywistości wykreowanej w “Buncie manekinów” Jan Homa mówi następująco. - W wizji idealnego świata przyszłości nie ma głodu i chorób, technika służy człowiekowi, szczęście i zadowolenie jest normą. Obiektywny obserwator dojdzie raczej do wniosku, że w miejsce rozwiązanych problemów pojawiają się nowe, a ogólny bilans pozytywów i negatywów się równoważy. Są też tacy, którzy uważają, że świat wcale nie zmierza w dobrym kierunku. Trudno się z nimi choć po części nie zgodzić. Jesteśmy obdarzeni inteligencją, ale wykorzystujemy ją tylko w części, i to nie zawsze w celach, które można by uznać za słuszne i szlachetne. Tym, co naprawdę się rozwija jest technologia, technologia, której używamy, od której jesteśmy uzależnieni, ale której nie rozumiemy. Współistnienie przy braku zrozumienia tworzy podziały i buduje getta. Nikt rozsądny nie może wykluczyć, że sztuczna inteligencja uzna kiedyś inteligencję ludzką za niedoskonałą, za przejściową formę samej siebie. Przyszłość nie jest zdefiniowana, ale czasami ulegamy wrażeniu, że historia przyspiesza, że dzieją się rzeczy niepożądane, na które w dodatku nie mamy żadnego wpływu. A może mieliśmy go jeszcze wczoraj? Czy powinniśmy bać się przyszłości, klęsk żywiołowych i technologicznych, zbuntowanych robotów, wrogów czyhających na nasze pomyłki? Czy obawiać się tytułowych manekinów? W moim pojęciu powinniśmy bać się konsekwencji naszej dzisiejszej obojętności, tego życia w małym kręgu, poza którym nic mnie nie obchodzi i nie dotyczy, braku empatii i braku wyobraźni, rzucanych lekką ręką i lekkim słowem ziaren nienawiści, które kiedyś wzejdą i mogą przynieść złowieszczy plon.

No właśnie. Tytułowe manekiny buntują się. To nie tylko wypowiedzenie posłuszeństwa przez uczłowieczone roboty. Kryje się za nim przestrzeń, którą czytelnik może dowolnie interpretować. I zakończenie. Z jaką ogromną siłą wyobraźni literackiej.

A jakie są najbliższe plany Jana Homy? - Jednym z moich najnowszych pomysłów jest wieczór muzyczno-literacki pod nazwą „Muzyka i słowa”. Wraz z “Kwartetem Exlibris” wykonamy w jego trakcie utwory opisywane w obu częściach „Altowiolisty”, między innymi ostatnie dzieło Ludwiga van Beethovena, “Kwartet smyczkowy F-dur op.135” – mówi artysta. - Koncert odbędzie trzydziestego lipca tego roku w nowym gmachu Filharmonii Szczecińskiej. Muzyce towarzyszyć będzie słowo z książek i o książkach, a całość zakończy się spotkaniem z publicznością. Być może koncert zostanie powtórzony również w innych miastach. Już teraz gorąco zapraszam!

Ilona Słojewska