szopa kulturalna

Opera - balet

Miłość do trzech pomarańczy - Siergiej Prokofiew - Opera Krakowska

XXII Bydgoski Festiwal Operowy

 

3 pomarańcze.jpg

Drugiego festiwalowego wieczoru widzowie obejrzeli operę komiczną „Miłość do trzech pomarańczy” Siergieja Prokofiewa w wykonaniu artystów Opery Krakowskiej. I to zaledwie rok po premierze. To wybitne pod każdym względem dzieło muzyczne ściągnęło do bydgoskiej opery setki widzów. Schody były wprost oblężone. Artyści Opery Krakowskiej nie zawiedli fanów i potwierdzili swoją klasę oraz niezwykły dar do inscenizacji typu „teatr w teatrze” i do scen komicznych.

Krótka konferencja prasowa poprzedzająca spektakl odbyła się w strefie graniczącej z pomieszczeniami, w których artyści i muzycy przygotowują się do wejścia na scenę. Ten swoisty interior jest miejscem, w którym artyści przekraczają granicę pomiędzy rzeczywistością a magią na scenie.

foto 1.jpg

 

Podobną barierę przekraczają pensjonariusze domu starców, kiedy zamieniają się w aktorów-amatorów, by zabawić się w teatr. Na skutek awarii telewizora, by zabić pojawiającą się już nudę, staruszkowie przydzielają sobie role, a do zabawy wciągają personel. Dyrektor na przykład gra Króla Treflowego, a rzecz dziać się będzie na jego dworze i daleko poza nim. I tu razem z fantastycznym pomysłem reżyserskim pojawia się niemniej ciekawe rozwiązanie scenograficzne. Luigi Scoglio wymyślił replikę ogromnych rozmiarów ekranu telewizyjnego, na którym zamiast programu toczyć się będzie całe przedstawienie. Co więcej, w miarę rozwoju wydarzeń ekran ten osiąga aż trzykrotną perspektywę, dzięki której powstaje coraz bardziej odrealniona baśniowa głębia. Napełniana surrealistycznymi postaciami i jeszcze bardziej niedorzecznymi zdarzeniami.

Wróćmy jednak jeszcze na moment na dwór królewski. Książę, znajdujący się w stanie melancholii i hiper-hipochondrii, jest w stanie niemal agonalnym. Pavlo Tolstoy ciekawie gra umęczonego imaginacyjnymi chorobami księcia, a jego głos jest w znakomitej formie. Na balu pojawia się czarownica Fata Morgana, której nieoczekiwanie spada peruka. Na widok kompletnie łysej głowy Książę wybucha spontanicznym śmiechem, co dwór odbiera niczym cud. Ale radość dworzan i ojca trwa bardzo krótko! Ośmieszona Fata Morgana zamienia się w ziejący zemstą wulkan, co podkreślają rozszalałe z gniewu dźwięki orkiestry. Powstaje muzyczny chaos wyzwalający rzucenie klątwy na księcia. - Uzdrowi go tylko miłość do trzech pomarańczy – zapewnia wspaniałym brzmieniowo, potężnym głosem zła wróżka, grana przez Magdalenę Barylak. Vis comica artystki kreującej tę postać wspina się na szczyty humoru postaci i sytuacji. Ma się wrażenie, że w tym momencie głosy chóru i muzyka poruszają murami Opery Nova. W ruch idą multimedia, a ekran telewizora zasypują setki pomarańczy.

Księciu pozostaje tylko wyruszenie w podróż w poszukiwaniu tej miłości. Towarzyszy mu wierny sługa Truffaldino, w roli którego z powodzeniem wystąpił Janusz Ratajczak. Znakomity wokalnie i aktorsko. Migoczący czarnym i białym śniegiem nieaktywny ekran telewizora wpuszcza do swego środka wędrowców. To ciekawy zabieg inscenizacyjny, w którym lekko zarysowane jest przeświadczenie, że tak jak dla parapsychologów można go wykorzystać do transkomunikacji, tak w świecie magii na „odpowiednim paśmie fal radiowo-telewizyjnych” można „złapać” wyimaginowaną baśń. W ten sposób Michał Znaniecki nadaje odpowiedni koloryt zdarzeniom rozgrywającym się na granicy surrealizmu i świata rzeczywistego. A także tworzy bramę do Wszechświata, bo rollercoaster z impetem wystrzeliwuje Księcia i Truffaldino na planetę groźnej Kucharki Kreonty, na poły kobiety i mężczyzny, w roli której Przemysław Firek swym głębokim basem przeraża i bawi zarazem. Malowniczość pozaziemskich scenerii wyczarowują multimedialne projekcje autorstwa Bogumiła Palewicza. Niezwykle precyzyjne technicznie, z elementami grafiki komputerowej i znakomicie reżyserowanym światłem tworzą super przestrzeń. Widok pustyni z kulą ziemską w tle i trzema ogromnymi pomarańczami tworzy scenerię nasyceniem barw, urzeka kolorystyką, od której trudno oderwać wzrok.

Sprawujący kierownictwo muzyczne Tomasz Tokarczyk uchwycił w dziele Siergieja Prokofiewa cechy charakterystyczne jego muzycznego stylu i po mistrzowsku poprowadził orkiestrę. Świetnie zaznaczał muzyczne dysonanse i zmienność tempa melodii. Orkiestra pod jego batutą dosłownie balansowała pomiędzy tonalnością a atonalnością. Dźwięki budujące niektóre sceny porywały nie tylko wykonawców, ale i widzów. Maestro chwilami dawał muzyce nieograniczoną swobodę i samodzielność, by po chwili imitować pozornie „nieczyste” dźwięki odzwierciedlające np. negatywne emocje występujących postaci. Tomasz Tokarczyk uruchamiał też wyobraźnię muzyczną u widzów, zwracał ich uwagę na szybkie tempo zmiany melodii i bardzo silnie zaznaczone kontrasty. Cechy charakterystyczne poetyki muzycznej Siergieja Prokofiewa wybrzmiały tego wieczoru najpełniej.

Spektakl aż skrzy wieloma atrakcyjnymi pomysłami scenicznymi. Dominuje interakcja artystów z orkiestrą i publicznością. Kiedy Truffaldino błaga o kroplę wody, z orkiestronu wyciągają się ku niemu pomocne ręce z butelkami. Niestety są one puste. Ma to niebagatelny wpływ na dalszy rozwój akcji i stymuluje działanie trefnisia. W chwilach największego napięcia zdarzeń chórzystki i chórzyści wchodzą na widownię, nawiązują kontakt z widzami, sytuują się pomiędzy rzędami. Stąd będą komentować, oceniać zachowanie występujących w baśni postaci, będą dzielić się z widzami swymi wrażeniami. Pomimo rozproszenia głosy chóru brzmią czysto, donośnie, są silne, idealnie harmonizują z muzyką. I nie jest to z pewnością tylko zasługa akustyki sali, ale i Zygmunta Magiera, który znakomicie rozstawił artystów poza sceną.

Warto dodać, że obecny w spektaklu komizm objawia się głównie w humorze sytuacyjnym. Scena w której Fata Morgana traci perukę czy zabieranie Ninetcie (znakomita Katrzyna Oleś-Blacha) krzesła przez Księcia zagrane są po mistrzowsku. A u każdego, kto zna powieść „Białe walce” Jana Nowickiego widok nieporadnie poruszających się na wózkach inwalidzkich staruszków, wyzwoli tylko sympatię i wzruszenie. Nie ma żadnych przerysowań, co zawdzięczamy układom choreograficznym opracowanym przez Katarzynę Aleksander-Kmieć. Udział pensjonariuszy w zorganizowanym przedstawieniu wyzwala ich ze schorzeń i - choć na czas trwania wymyślonego spektaklu - przywraca utracone zdrowie. Pozwala uwierzyć w moc arteterapii.

Ta niezwykle dynamiczna, wielowymiarowa, wieloobsadowa opera komiczna fascynowała przede wszystkim znakomitymi w brzmieniu głosami. Był to prawdziwy koncert na barwy, siłę, czystość i piękność brzmienia. Spektakl zwracał też uwagę na reżyserską precyzję, przemyślaną koncepcję, zabawę fabularnymi i muzycznymi skojarzeniami. Rywalizacja pomiędzy Fata Morganą a Celio przypomina starcie dwojga wielkich magów, Morgany i Merlina. Muzycznie chwilami pobrzmiewają mozartowskie nuty. Reżyser poddaje artystycznym działaniom magiczną liczbę trzy. Nie dość, że są trzy pomarańcze, to sala w domu starców ma trzy okna, są trzy plany dla baśni rozgrywającej się na telewizyjnym ekranie… Jest komicznie, lirycznie i dramatycznie.

foto 3.JPG

A jakie jest przesłanie? Czy należy go szukać w odniesieniach do radzieckiej rzeczywistości, w której przyszło kompozytorowi żyć? A może jest to opowieść o podróży do Miłości, podczas której odkrywamy samych siebie oraz świat? O ludzkich marzeniach, iluzjach i o rozczarowaniu? Czy o powrocie do dzieciństwa? A może ujrzeliśmy na scenie nasz świat współczesny pełen sprzeczności i totalnych absurdów, w którym przyszło żyć przeciętnemu człowiekowi?

I jeszcze jedno. Wielbiciele talentu Pavlo Tolstoya, Małgorzaty Ratajczak i Janusza Ratajczaka mogli podziwiać ich talent w pozabydgoskiej produkcji operowej, do której zostali zaproszeni.

Ilona Słojewska

XXII Bydgoski Festiwal Operowy (25. 04- 10. 05. 2015)

http://teatrdlawas.pl/recenzje/3848-komicznie-lirycznie-i-dramatycznie